Sąsiedzkie transakcje

Prawie każdy z nas posiada w okolicy swojego domu jakiegoś sąsiada. Mało kto może pozwolić sobie na to, by ogrodzić się wielkimi tujami, bądź innymi gęstymi drzewami, które będą nas zasłaniać przed innymi. Mało kto także chce się tak zachowywać i przeprowadzać takie manewry. Ludzie z reguły mocno się lubią i starają sobie pomagać. Tylko czasami i mając naprawdę dużego pecha, trafimy w sąsiedztwie na kogoś wrednego i nie do wytrzymania. Ja przeprowadzając się kilka lat temu na wieś miałem dużo szczęścia, gdyż trafiłem do wioski, w której byli prawie sami świetni ludzie.

Przeprowadziłem się do małego miasteczka w południowej Polsce, gdyż chciałem odpocząć od ogromnego tłoku i wielkomiejskiej rywalizacji. Wiadomo, że zawsze z początku nie wie się, gdzie się trafi i jak będą wyglądać pierwsze miesiące w nowym miejscu zamieszkania. Oczywiście robiłem przez dwa miesiące oględziny i lekko interesowałem się tym, gdzie być może spędzę resztę swojego życia. Jest to przecież w pełni normalne i mało kto pozwoliłby sobie na wybranie miejsca na przeprowadzkę i niezbadanie go wcześniej. Znałem więc już kilka osób, gdyż w małych miejscowościach ludzie lubią rozmawiać o innych i plotki niosą się bardzo szybko.

Dom odkupiłem od pisarza, który mieszkał w tej miejscowości ponad 10 lat, ale szukając nowych inspiracji do pisania książek postanowił się przeprowadzić. Wieść o tym rozniosła się więc bardzo szybko, gdyż każdy chciał wiedzieć, kto weźmie ten domek po nim i kto się tu teraz sprowadzi. Z racji, że jestem komunikatywnym człowiekiem i nigdy nie miewałem problemów z utrzymywaniem kontaktu z ludźmi, zapoznałem się bardzo szybko z moimi nowymi sąsiadami. Nie mam nic do ludzi ze wsi, którzy mieszkają tam całe życie i żyją z roli, ale ucieszyłem się bardzo, gdy dowiedziałem się, że w moim najbliższym sąsiedztwie żyją osoby, które mieszkały przez pół życia w mieście.

Chodziłem mi bowiem tylko, by sąsiedzi nie byli zbyt bardzo wścibscy i nie interesowali się wszystkim, jak to stereotypowi ludzie na wsiach mają. Oczywiście generalizowanie nie ma tu większego sensu, gdyż udało mi się poznać wielu cudownych ludzi w mojej małej miejscowości, jednakże było też kilku właśnie takich, których nie da się lubić. Jednakże najłatwiejszą metodą na natrętnych ludzi było zawsze ignorowanie ich i tak też postanowiłem robić. Moja babcia zawsze powtarzała, żeby być dobrym dla dobrych i odwzajemniać wszystkich ludziom, którzy nam pomogli swoją pomoc. Tych złych natomiast ignorować i pozwolić im sobie w spokoju żyć.

Po kilku miesiącach mieszkania w moim nowym miejscu zamieszkania, postanowiłem bliżej zbratać się z jednym z sąsiadów. Z racji, że wykonywał on podobny zawód do mnie i mieliśmy podobne pasje, udało nam się szybciej niż myślałem znaleźć wspólny język. Stwierdziliśmy bowiem wraz z rodziną, że nie ma co palić mostów i im więcej znajomych będziemy tu mieć, tym dla nas lepiej. Nikt przecież nie lubi żyć w zaciszu przez cały czas i nie mieć na tym świecie nikogo poza rodziną. Posiadanie znajomych, do których można czasem wyjść, czy też zaprosić ich do siebie, jest niezmiernie ważne. Sąsiad stał się więc naszym pierwszym powiernikiem życia na nowej ziemi.

Złożyło się na tyle fajnie, że miał kobietę w wieku mojej żony, a i a byłem tylko o dwa lata starszy od niego. Tworzyliśmy więc fajną paczkę znajomych już po trzech miesiącach znajomości i wyjeżdżaliśmy w weekendy na wspólne wypady. Kiedyś sąsiad pożyczył mi nawet narty, gdy wybraliśmy się razem na stok i zażartował, że naliczy sobie podatek od pożyczki, gdy nie oddam mu nart w umówionym wcześniej terminie. Robiliśmy sobie ogólnie bardzo dużo luźnych żartów, ale nie wszystkie nadają się do publicznego opowiedzenia. Krótko mówiąc odnaleźliśmy wraz z żoną nasze bratnie dusze i parkę, która bardzo przypominała samych nas.

Po powrocie z urlopów na naszą wioskę i do naszego nowo zakupionego domku, postanowiliśmy wybrać się na wiejskie spotkanie. Było ono zorganizowane przez lokalnego wójta, który jak się dowiedzieliśmy raz w roku organizuje tego typu event, by dowiedzieć się, co zmieniło się w całej gminie i kto nowy się do nas wprowadził. Jeśli osoba jest zainteresowana, to bez przymusu może się przedstawić i opowiedzieć coś o sobie. Z racji, że była to idealna okazja by reszta miejscowości mnie poznała, postanowiłem się ujawnić i powiedzieć coś więcej o sobie.

Oczywiście nie zapomniałem też o tym, by nawiązać do pisarza i powiedzieć, że odkupiłem domek właśnie od niego. Miejscowa społeczność uwielbia takie anegdotki i często lubi sobie porozmawiać mając więcej czasu. Po spotkaniu kilka osób podeszło do mnie i przedstawiło mi się. Byli bardzo mili i prawie wszyscy życzyli mi w imieniu całej swojej rodziny, by mieszkało nam się w nowej wiosce lepiej. Dzięki temu spotkanie poczułem się w pełni zaakceptowany i wkupiłem się powoli w miejscową społeczność. Po powrocie do domu cieszyłem się bardzo, że zdecydowałem się na taki krok. Wiedziałem bowiem, że unikniemy spoglądania w okna i patrzenia się ludzi, którzy od wtedy wiedzieli już kim jesteśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *